Tak, tak dobrze widzicie byłam wczoraj na imprezie. Tzn zostałam zaciągnięta siłą bo broniłam się "ręcami" i nogami. I wiecie co... nie żałuję. Pojechaliśmy do jednej z największych i najbardziej popularnych dyskotek w Rotterdamie.Wyszalałam się za wszystkie czasy, potańczyłam, powygłupiałam się. Przyjechaliśmy przed 5 a ja chyba cierpię na bezsenność bo spałam tylko do 9 i pewnie będę odsypiać cały dzień.Przypłaciłam to bólem głowy i gardła, ale cóż tak to bywa jak się zostawia w samochodzie kurtkę i paraduje w cienkiej bluzeczce po mieście. Ale warto było.
W pracy pomału zaczyna się coś dziać i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Małolata spasowała i jest dla mnie wyjątkowo miła. hmmm kombinuje coś czy jak?? :) Mam nadzieją że sobie odpuściła ale nie mam zamiaru z nią o tym rozmawiać.
mamy więcej pracy a co za tym idzie w końcu bedzie więcej godzin i normalne przelewy :)
Miłej niedzieli Wam życzę